Zaloguj się
Rejestracja
Instagram Youtube
Zamknij

Biznesowy trójkąt bermudzki – czyli najcięższe grzechy w biznesie!

Pomyłki, błędy, niedopatrzenia – już na początku prowadzenia firmy warto pogodzić się z faktem, że z pewnością ich nie unikniemy. Zgodnie ze starą maksymą nie myli się bowiem tylko ten, kto nic nie robi.

Mimo to, warto zrobić wszystko by tych błędów było jak najmniej. W końcu każda pomyłka kosztuje i to często niemało. Dlatego warto korzystać z doświadczeń innych i postarać się ominąć choćby te największe i najpowszechniejsze pułapki, w które wpadają setki młodych, a także bardziej doświadczonych przedsiębiorców.

Lista błędów, które można popełnić na różnych etapach prowadzenia działalności, jest oczywiście nieskończenie długa. Nie da się wszystkich wyliczyć, ani nawet przewidzieć. Często też pomyłki okazują się najlepszą lekcją przedsiębiorczości, a na wnioskach, które z nich wyciągamy, można zbudować coś naprawdę wartościowego. Trudno to jednak odnieść do trzech podstawowych błędów popełnianych w biznesie. Ich konsekwencje są na ogół bardzo kosztowne.

Szalony pomysł – zamiast konkretnej wizji

Dobry pomysł to oczywiście klucz do sukcesu. Powszechnym błędem jest jednak mylenie fantastycznego kaprysu z tym, co faktycznie można określić dobrym pomysłem, nad którym warto zacząć pracować. Romantyczne marzenia o wynalezieniu kolejnego Facebooka, czy smartfona zazwyczaj prowadzą jedynie do bankructwa.

Podobną drogę do rozwoju zawodowego i przede wszystkim dużych zarobków wybiera wielu, a sukces odnoszą tylko jednostki. Pomysł, że stworzymy coś zupełnie nowego, unikalnego, nieznanego, a do tego obudzimy w ludziach potrzebę posiadania naszego wynalazku, czyli stworzymy dla niego cały rynek, już na etapie wstępnych założeń nie wygląda różowo. Przede wszystkim wymaga gigantycznych nakładów czasu. Po drugie wiąże się z naprawdę dużymi kosztami.
Pojawia się też mnóstwo problemów, które w pierwszej chwili mogą sprawiać wrażanie zalet. Jednym z nich jest brak konkurencji. Oczywiście łatwiej jest funkcjonować na rynku bez konieczności walczenia o klienta z innymi firmami. Z drugiej jednak strony brak konkurencji oznacza, że nikt nie sprawdził czy dany produkt lub usługa są pożądane, jakie oczekiwania wobec niego mają klienci, w jaki sposób się promować, jaka jest grupa docelowa itd. Brak jakiejkolwiek konkurencji to zupełny brak danych na temat samego produktu i jego rynku. Może też oznaczać, że to co nam wydaje się fantastycznym pomysłem, jest po prostu nieatrakcyjne dla innych, co tłumaczy wolną niszę na rynku.

Zdecydowanie więcej szans powodzenia ma biznes w bezpiecznych, a nie do końca wyeksploatowanych w danym obszarze branżach. Zyski może nie będą tak spektakularne, ale ryzyko plajty z pewnością mniejsze. Szczególnie jeśli mamy ciekawą wizję tego, jak nasz nie całkiem oryginalny biznes uczynić wyjątkowym i unikatowym.

Tu jednak czeka druga pułapka „świetnego pomysłu” – brak pokory i przekonanie, że wszyscy czyhają na nasze rozwiązanie i chcą nam je ukraść. Co za tym idzie, nie omawiamy naszych genialnych rozwiązań, nie słuchamy krytycznych opinii, wierzymy we własną nieomylność. Jeśli na początku nie poddamy naszego pomysłu krytycznej ocenie, mamy ogromną szansę wpaść w najczęstszą pułapkę początkujących przedsiębiorców. Naiwność i brak pokory oraz obawa, że zdradzony pomysł zostanie natychmiast skradziony, powodują, że początkujący biznesmeni koncentrują się na swoim przebłysku geniuszu, zamiast go zweryfikować i odpowiednio zmodyfikować – tak by powstała jasna i konkretna wizja prowadzenia biznesu. Do tego, poza wiedzą i choć niewielkim doświadczeniem, niezbędne są rzetelne badania. Dokładne rozpoznanie rynku – konkurencji, cen, oczekiwań klientów, sieci dystrybutorów, ewentualnych partnerów biznesowych itd.

Niezwykle ważnym elementem, o którym jednak wiele osób zapomina, jest też przełożenie pięknej wizji, na brutalny język cyferek. Wiele osób zatrzymuje się na policzeniu tylko pierwszych, najgrubszych wydatków, zapominając, że przez pierwsze miesiące prowadzenia działalności, zysków raczej nie będzie, a wydatki tak. Najczęściej zapominamy o kosztach stałych, które niestety są spore. W zależności od skali działalności, może to być tylko ZUS i koszty utrzymania samego siebie, albo wydatki na wynajem lokalu, koszty związanie z zatrudnieniem pracowników, rachunki za media itd.

Jeśli więc nie chcemy utopić naszego pomysłu już na starcie – dobrze przygotujmy się do rozpoczęcia biznesu. Omówmy nasz pomysł z bardziej doświadczonymi osobami, wysłuchajmy ich rad, przemyślmy rozwiązania, które zostaną skrytykowane i bardzo dokładnie przeprowadźmy rekonesans oraz policzmy koszty.

Po co mi marketing?

Największą bolączką przedsiębiorców są koszty. Bez względu na kondycję finansową firmy, wielu szefów nie potrafi się oprzeć pokusie ograniczania wydatków. Obszarem, w którym stosunkowo najłatwiej to zrobić, są działania reklamowe i marketingowe, które niedoświadczonym przedsiębiorcom wydają się niekonieczne. Wychodzą z założenia, że zbudują swoją markę na dobrej jakości produkcie czy atrakcyjnych cenach, mogą więc zrezygnować z prowadzenia komunikacji z klientami.

Takie podejście stanowi drugi wierzchołek biznesowego trójkąta bermudzkiego, na którym zatonęły już tysiące firm. Bez promocji może się dziś obyć jedynie niewielki stacjonarny sklepik osiedlowy, nastawiony na niewielkie zyski i oferujący jedynie wąską gamę najpotrzebniejszych produktów, kupowanych w ostatniej chwili. Pod warunkiem oczywiście, że jest na tym osiedlu jedyny. Jeśli ten sam sklepik ma jednak przynosić większe zyski, prowadzenie komunikacji z klientem staje się punktem obowiązkowym.

W żadnym biznesie nie odniesiemy dziś sukcesu, bez mądrze prowadzonych działań marketingowych. Często to właśnie one, w większym nawet stopniu niż sam produkt czy usługa, decydują o tym, czy firma przyciągnie klientów. Dowodów na ogromne znaczenie marketingu, nie trzeba długo szukać. Wystarczy pomyśleć o dowolnych firmach, które odniosły sukces – w jakiejkolwiek branży – i zastanowić się czy umiemy wymienić choć jedną taką, która nie prowadzi intensywnych działań marketingowych. Raczej takiej nie znajdziemy.

O sukcesie lub porażce firmy zdecyduje nie tylko fakt prowadzenia akcji promocyjnych i komunikacyjnych, ale przede wszystkim ich jakość. Niedopasowane, źle ukierunkowane i prowadzone działania w tym zakresie, to nie tylko strata pieniędzy, ale czasem także inne szkody – np. wizerunkowe. Dlatego prowadzenie zadań marketingowych w firmie należy powierzyć kompetentnym osobom, które mądrze wykorzystają środki na promocję firmy i zmienią pozornie niepotrzebny wydatek, w zyskowną inwestycję.

Między stabilizacją, a nudą

Nie każda firma musi być liderem innowacyjności, wciąż zaskakiwać klientów nowymi propozycjami, stale się zmieniać, by „nadążać” za rynkową modą. Wielu klientów ceni stabilizację i lubi współpracować z partnerami, których siła tkwi w solidności i tradycji. Trzeba jednak uważać, by nie przekroczyć cienkiej linii, dzielącą stabilność i nudę.

Jeśli latami nie zmieniamy naszej oferty lub nic do niej nie dodajemy, nie dopasujemy się choć w elementarnym stopniu do zmieniających się wymogów rynku i oczekiwań klientów, zmienimy naszą firmę w muzeum. Nawet najwierniejsi klienci przestaną znajdować u nas to czego potrzebują, nie mówiąc już o inspiracji, którą powinniśmy oferować im na równi z towarami, po które przychodzą. Prowadząc taką politykę, nie mamy też szans na przyciąganie nowych partnerów, czy mierzenie się z konkurencją. Droga zadowolenia z sukcesu, bez stałego rozwoju, prowadzi tylko w jednym kierunku – do upadku firmy.

Wieloletnie doświadczenie i tradycja mogą być ogromną siłą każdego przedsiębiorstwa. Konieczny jest jednak także drugi element – elastyczność, która pozwala, jeśli już nie wyprzedzać konkurencji, to przynajmniej, nie pozostawać za nią w tyle. Zamykanie oczu na to, że sytuacja na rynku – niezależnie od branży – zmienia się bardzo dynamicznie, nie zahamuje tych zmian, tylko wykluczy naszą firmę z rzeczywistości, w której funkcjonuje.


O biznesowych błędach, mówi ekspertka HR, szefowa firmy szkoleniowo-doradczej PROSPERA Consulting, Renata Kaczyńska-Maciejowska:

Najwięcej niebezpieczeństw związanych z prowadzeniem firmy, czyha oczywiście na młodych przedsiębiorców, którzy dopiero zaczynają przygodę z biznesem. Jednak osobom z dużym doświadczeniem też nie udaje się unikać pomyłek. Moim zdaniem takim najboleśniejszym i bardzo niebezpiecznym błędem, jest przekonanie, że sukces zawdzięczamy wyłącznie sobie. Jeśli zapomnimy, że pozytywne efekty naszej pracy to efekt działania wielu ludzi, jeśli nie będziemy ich doceniać, nie zadbamy o to, by mogli poczuć satysfakcję z odniesionego sukcesu, wywołamy bardzo niebezpieczne zjawisko – zniechęcimy ich do dalszego działania.
Mówi się, że sukces ma wielu ojców, a porażka ani jednego. O pierwszej części tego powiedzenia powinniśmy zawsze pamiętać. Jeśli chodzi o drugą – też warto się nad nią zastanowić. Tylko nieliczne porażki są skutkiem czyjegoś ewidentnego zaniechania czy złej woli. Większość z nich to skutek podjętego ryzyka. Dlatego nie warto szukać winnych, a zastanowić się nad przyczyną porażki. Dzięki temu zyskamy cenną lekcję jak uniknąć podobnych sytuacji w przyszłości i jak można je konstruktywnie skonsumować. Tymczasem polowanie na „czarownice” i karanie pracownika za to, że jakiś jego pomysł, obarczony ryzykiem, pomysł nie przyniósł oczekiwanych skutków będzie miał jedynie negatywne skutki. W ten sposób zniechęcamy ludzi do kreatywności, szukania nowych rozwiązań, tworzenia. Dajemy im jasny komunikat by działali rutynowo, odtwórczo. To bezpieczne rozwiązanie, ale raczej nie przyczynią się do rozwoju firmy.
Oczywiście ryzyko należy rzetelnie skalkulować i starać się wyeliminować wszystkie elementy, które zmniejszają szanse powodzenia, jednak pamiętajmy, że porażki są wpisane w nasze życie, zarówno zawodowe, jak i prywatne i dajmy sobie do nich prawo. Nie traktujmy ich jak klęski, a jak lekcje, bo prawdziwy sukces odniesiemy wtedy, gdy uda nam się przejść trudną drogę od porażki, do porażki, wyciągając z nich wnioski i co najważniejsze nie tracąc po drodze entuzjazmu.

Przewiń do góry